środa, 3 lipca 2013

Nocny lot

(...)
-Proszę pani, niech się pani uspokoi! W naszym zawodzie często się zdarza, że trzeba długo czekać na wiadomość.
Doszedł do tej granicy, gdzie wyłania się problem nie czyjejś niedoli osobistej, ale samego czynu. Naprzeciw. Riviere'a stała nie tylko żona Fabiena, lecz odmienne pojmowanie życia. Mógł tylko litować się słuchając tych słów żałosnych, tej pieśni smutnej, jemu wrogiej. Ani czynu bowiem, ani szczęścia osobistego nie można dzielić - są niepodzielne. Ta kobieta przemawiała do niego w imię jakiegoś świata absolutnego, a jednocześnie w imię swych obowiązków i swych praw. W imię świata, w którym płonęła lampa na stole wieczornym, w imię ciała, co się dopomina o swoje ciało, w imię świata pełnego nadziei, tkliwości, wspomnień. Domagała się swego dobra i miała rację.
I on również miał rację, ale nie miał nic do przeciwstawienia prawdzie tej kobiety. I przy świetle skromnej lampy domowego zacisza jego własna prawda wydała mu się trudną do wypowiedzenia, nieludzką.
- Proszę pani...
Już go nie słuchała. Opadła, jak mu się zdawało, aż do jego nóg, bijąc słabymi pięściami o głuchą ścianę.
Kiedyś, gdy stał pochylony nad robotnikiem okaleczonym przy budowie mostu, usłyszał był Riviere z ust pewnego inżyniera te słowa: „Czy wart jest cały most tej jednej zmiażdżonej twarzy?” Na pewno ani jeden wieśniak nie zgodziłby się za cenę okaleczenia tej przerażającej twarzy mieć most, który mu skracał drogę. A jednak mosty wciąż się buduje. Inżynier ów dodał: „Interes ogólny składa się z sumy interesów prywatnych: „jest to jedyne uzasadnienie.” Na co mu później Riviere odrzekł: „Ale jeżeli nawet życie ludzkie jest bezcenne, postępujemy zawsze tak, jak gdyby istniało coś, co jest więcej warte niż życie ludzkie...

(...)
- Przeszkadzam panu...
- Nie, pani mi nie przeszkadza. Niestety, oboje nie mamy nic lepszego do zrobienia, jak tylko czekać.
Wzruszyła lekko ramionami. Riviere zrozumiał, że to miało oznaczać: „Więc po co ta lampa, ten stół nakryty, te kwiaty, które zastanę w domu...” Kiedyś z ust młodej matki usłyszał takie zwierzenie: „Dotąd nie mogę pojąć śmierci mojego dziecka. Najbardziej ranią mnie te tysiące drobnych rzeczy, te jego ubranka, które mi wpadają w oczy, a nocą, kiedy się budzę, wzbiera wciąż we mnie ta sama tkliwość, odtąd już bezużyteczna, jak pokarm mej piersi...” I dla tej kobiety śmierć męża rozpocznie się dopiero jutro - w każdym drobiazgu codziennego życia, w każdej jej czynności odtąd nadaremnej. Z wolna opuszczać będzie Fabien jej dom. Riviere taił w sobie głębokie współczucie.
- Proszę pani...
Młoda kobieta odeszła z uśmiechem prawie pokornym, nieświadomym swej mocy.
Riviere opadł ciężko na fotel.
Ależ ona pomogła mi odnaleźć to, czego szukałem...”
Roztargnionym gestem postukiwał ręką po pliku depesz z lotnisk północnych i myślał:
Godzimy się z tym, że nie jesteśmy wieczni, ale nie możemy znieść tego, aby sprawy nasze i czyny utraciły nagle w naszych oczach wszelki sens. Wtedy bowiem obnaża się pustka, która nas otacza...” 

Antoine de Saint Exupéry, "Nocny Lot"

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz