(...)
-Proszę
pani, niech się pani uspokoi! W naszym zawodzie często się zdarza,
że trzeba długo czekać na wiadomość.
Doszedł
do tej granicy, gdzie wyłania się problem nie czyjejś niedoli
osobistej, ale samego czynu. Naprzeciw. Riviere'a stała nie tylko
żona Fabiena, lecz odmienne pojmowanie życia. Mógł tylko litować
się słuchając tych słów żałosnych, tej pieśni smutnej, jemu
wrogiej. Ani czynu bowiem, ani szczęścia osobistego nie można
dzielić - są niepodzielne. Ta kobieta przemawiała do niego w imię
jakiegoś świata absolutnego, a jednocześnie w imię swych
obowiązków i swych praw. W imię świata, w którym płonęła
lampa na stole wieczornym, w imię ciała, co się dopomina o swoje
ciało, w imię świata pełnego nadziei, tkliwości, wspomnień.
Domagała się swego dobra i miała rację.
I
on również miał rację, ale nie miał nic do przeciwstawienia
prawdzie tej kobiety. I przy świetle skromnej lampy domowego zacisza
jego własna prawda wydała mu się trudną do wypowiedzenia,
nieludzką.
-
Proszę pani...
Już
go nie słuchała. Opadła, jak mu się zdawało, aż do jego nóg,
bijąc słabymi pięściami o głuchą ścianę.
Kiedyś,
gdy stał pochylony nad robotnikiem okaleczonym przy budowie mostu,
usłyszał był Riviere z ust pewnego inżyniera te słowa: „Czy
wart jest cały most tej jednej zmiażdżonej twarzy?” Na pewno ani
jeden wieśniak nie zgodziłby się za cenę okaleczenia tej
przerażającej twarzy mieć most, który mu skracał drogę. A
jednak mosty wciąż się buduje. Inżynier ów dodał: „Interes
ogólny składa się z sumy interesów prywatnych: „jest to jedyne
uzasadnienie.” Na co mu później Riviere odrzekł: „Ale jeżeli
nawet życie ludzkie jest bezcenne, postępujemy zawsze tak, jak
gdyby istniało coś, co jest więcej warte niż życie ludzkie...
(...)
-
Przeszkadzam panu...
-
Nie, pani mi nie przeszkadza. Niestety, oboje nie mamy nic lepszego
do zrobienia, jak tylko czekać.
Wzruszyła
lekko ramionami. Riviere zrozumiał, że to miało oznaczać: „Więc
po co ta lampa, ten stół nakryty, te kwiaty, które zastanę w
domu...” Kiedyś z ust młodej matki usłyszał takie zwierzenie:
„Dotąd nie mogę pojąć śmierci mojego dziecka. Najbardziej
ranią mnie te tysiące drobnych rzeczy, te jego ubranka, które mi
wpadają w oczy, a nocą, kiedy się budzę, wzbiera wciąż we mnie
ta sama tkliwość, odtąd już bezużyteczna, jak pokarm mej
piersi...” I dla tej kobiety śmierć męża rozpocznie się
dopiero jutro - w każdym drobiazgu codziennego życia, w każdej jej
czynności odtąd nadaremnej. Z wolna opuszczać będzie Fabien jej
dom. Riviere taił w sobie głębokie współczucie.
-
Proszę pani...
Młoda
kobieta odeszła z uśmiechem prawie pokornym, nieświadomym swej
mocy.
Riviere
opadł ciężko na fotel.
„Ależ
ona pomogła mi odnaleźć to, czego szukałem...”
Roztargnionym
gestem postukiwał ręką po pliku depesz z lotnisk północnych i
myślał:
„Godzimy
się z tym, że nie jesteśmy wieczni, ale nie możemy znieść tego,
aby sprawy nasze i czyny utraciły nagle w naszych oczach wszelki
sens. Wtedy bowiem obnaża się pustka, która nas otacza...”
Antoine de Saint Exupéry, "Nocny Lot"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz