niedziela, 9 listopada 2014

Ernst Wiechert/ Magdalena Berny



Marianne zapytała, czy nie chce już nigdy się zawieść.

Odrzekł, iż ma nadzieję, że już przeżył największe złudzenia. Jeśli idzie o rzeczy, robi niewiele więcej ponadto, że przygląda się im i nasłuchuje, gdyż teraz już wie, że prawda tkwi w rzeczach, a nie w poglądach. Jeśli zaś idzie o ludzi, to doznał wielkiego szczęścia, bowiem otaczające go grono choć z roku na rok stawało się szczuplejsze, z czasem zaczęło obejmować tylko tych, których wizerunek jest tak niezmienny jak wizerunek gwiazd. W młodości chce się wprawdzie zmieniać sposoby postępowania jakiejś całej warstwy społecznej czy nawet całych narodów, uszlachetniać je, podnosić na wyższy poziom, ale gdy lot się obniża, człowiek zadowala się czymś mniejszym i całą siłę kieruje na to, żeby to mniejsze przeobraziło się w coś trwałego. A ze strony tych niewielu, którzy go otaczają, nie oczekuje zawodu.

Gdy pewnego dnia umrze dziadek, a ona kiedyś wyjdzie za mąż, to czy on odejdzie z wyspy i przeniesie się na stałe do domu hrabiego, spytała go.

Oczywiście, że nie. Powinna przypomnieć sobie, jak – gdy zobaczył ją pierwszy raz – stała na zamkowych schodach, delikatna i krucha, w czarnej sukience i ze sznurkiem pereł na szyi. 



Fragment powieści Ernsta Wiecherta, "Proste życie", s. 302.

Przepiękne fotografie - autorstwa Magdaleny Berny.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz