Marianne zapytała, czy nie chce już
nigdy się zawieść.
Odrzekł, iż ma nadzieję, że już
przeżył największe złudzenia. Jeśli idzie o rzeczy, robi
niewiele więcej ponadto, że przygląda się im i nasłuchuje, gdyż
teraz już wie, że prawda tkwi w rzeczach, a nie w poglądach. Jeśli
zaś idzie o ludzi, to doznał wielkiego szczęścia, bowiem
otaczające go grono choć z roku na rok stawało się szczuplejsze,
z czasem zaczęło obejmować tylko tych, których wizerunek jest tak
niezmienny jak wizerunek gwiazd. W młodości chce się wprawdzie
zmieniać sposoby postępowania jakiejś całej warstwy społecznej
czy nawet całych narodów, uszlachetniać je, podnosić na wyższy
poziom, ale gdy lot się obniża, człowiek zadowala się czymś
mniejszym i całą siłę kieruje na to, żeby to mniejsze
przeobraziło się w coś trwałego. A ze strony tych niewielu,
którzy go otaczają, nie oczekuje zawodu.
Gdy pewnego dnia umrze dziadek, a ona
kiedyś wyjdzie za mąż, to czy on odejdzie z wyspy i przeniesie się
na stałe do domu hrabiego, spytała go.
Oczywiście, że nie. Powinna
przypomnieć sobie, jak – gdy zobaczył ją pierwszy raz – stała
na zamkowych schodach, delikatna i krucha, w czarnej sukience i ze
sznurkiem pereł na szyi.
Fragment powieści Ernsta Wiecherta, "Proste życie", s. 302.
Przepiękne fotografie - autorstwa Magdaleny Berny.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz